ZAWIŚĆ W SERCU

Posted by | Filed under Tecumseh | Lis 15, 2014 | No Comments

Odjeżdżając z Niezdobytego Miasta Wielkiego Ducha Puma Gotowa do Skoku zalecił Elskwatawie i Radzie Wodzów, aby utrzymali dyscyplinę wśród wojowników i pod żadnym pozorem nie wszczynali zatargów z białymi. Ledwie Tecumseh odjechał, Elskwatawa począł niechętnie patrzeć na Kosa. Nigdy zresztą nie darzył go zbytnią sympatią. Z pewną dozą rezerwy słuchał jego rad. Był zazdrosny, że Ska­cząca Puma za często korzysta z przyjacielskich usług i wska­zówek Kosa. Nawet na własnego brata, Tecumseha, patrzył z na­rastającą zawiścią, w miarę jak sława naczelnika Związku Oporu zataczała coraz szersze kręgi.Tecumseh dostrzegł już dawno tę zawiść drążącą serce Elskwatawy. 

ZBĘDNY ALARM

Posted by | Filed under Tecumseh | Lis 15, 2014 | No Comments

Ale jeśli biali bracia pierwsi rozleją indiańską krew, staniemy naprzeciw siebie. Hugh!Zaszeleściły miękkie mokasyny, skrzypnęły pod ciężarem ludzi drewniane schody. Gubernator usiadł głęboko w fotelu.Oparł głowę na dłoni.Trzeba było aresztować tę czerwoną hołotę — powiedział Dawis. Harrison pokręcił głową.Dajcie spokój. Widzę, że ciągle jeszcze nic nie rozumiecie…Może zarządzić alarm? Czerwoni przecież mogą zaatako­wać Vincennes.Generał wyjął lunetę z szuflady i stanął przy oknie.Alarm jest zbędny. Tecumseh szuka pokoju. Czeka na wojnę Unii z Anglią. Wtedy czerwoni uderzą. Właśnie, na Unię czy na Anglików?To będzie od nas zależało. Dlatego nie wolno ich niepokoić.

WŚCIEKŁOŚĆ CZERWONOSKÓRYCH

Posted by | Filed under Tecumseh | Lis 15, 2014 | No Comments
  • Podczas walki padła większość mieszkańców osady. Nie­licznych czerwoni pojmali i powiedli w niewolę. Mają zginąć przy słupach męczarni — informował tramp. Kobiety i dzieci były wzięte do niewoli?Oczywiście. Hm!… — mruknął Harrison. — Przecież Indianie nie zabijają kobiet i dzieęi przy palach. Skąd wiecie, że mają w taki i sposób zginąć?Czerwonoskórzy byli wściekli. Ktoś poluje na ich skalpy,nie szczędząc nawet dzieci i squaw. Postanowili wymordować 1 wszystkich białych bez względu na wiek. Podsłuchałem rozmowę wojowników.Podli!Barbarzyńcy!Krew za krew!Harrison podniósł rękę. Oficerowie umilkli.

WSTRZĄŚNIĘCI OFICEROWIE

Posted by | Filed under Tecumseh | Lis 15, 2014 | No Comments

Szymon-Gibson, Joe MahaffyJ Jean Kenton i inni oficerowie amerykańskiej armii, powszechnie znani na pograniczu Unii i indiańskiego terytorium. Generał, rozparty wygodnie w głębokim skórzanym fotelu oparł się łokciem o blat ciężkiego, czarno politurowanego stohi i uważnie wpatrzony w twarz Guntera słuchał jego relacji. Gum ter opowiadał kwieciście o napadzie Indian na uśpioną o zaciętej i bohaterskiej obronie pionierów, wreszcie o podpalej niu zabudowań i okrutnej rzezi. Ze szczegółami przedstaw* swoją ucieczkę z płonącej szopy, o zmyleniu pościgu India i szczęśliwym ocaleniu. Oficerowie byli wstrząśnięci. Porywczy Caldwell zażądał natychmiastowego wyruszenia armii przeciw czerwonoskórym. 

CISZA W POKOJU

Posted by | Filed under Tecumseh | Lis 15, 2014 | No Comments
  • Część powiedział mi Kos. A resztę odnalazłem jam. Wiem, co zrobiłeś z żołnierzami…W pokoju zaległa cisza. Major wstał, oparł obie ręce na stole i pochylił się w stronę Guntera. Ile chcesz? Połowę. Dostaniesz, ale dziś nie mam tyle pieniędzy. A gdzie podziałeś?Wiesz przecież, że się ożeniłem, zbudowałem dom… To kosztuje.Weil! Dasz mi w dwóch ratach… Niech cię pokręci! — Dawis zaklął i bez słowa wyszedł ‚z pokoju. Długo nie wracał. Później pojawił się, twarz miał bla­dą, dolną wargę nerwowo przygryzał zębami. — Masz! — Rzu­cił Gunterowi paczuszkę dolarowych banknotów.

POWAŻNA SPRAWA

Posted by | Filed under Tecumseh | Lis 15, 2014 | No Comments

Powitał swego krewniaka majora, a widząc skiero­wane na siebie pytające spojrzenie, powiedział nadając swemu głosowi tragiczne brzmienie: Ledwie uszedłem z życiem… Gdyby nie moja odwaga, wilki rozciągnęłyby moje szczątki, a skalp wisiałby u pasa jakiegoś i czerwonego diabła… Co się stało?”— zawołał Dawis. — Mówże wreszcie.Powiem wszystko, ale w gabinecie gubernatora. To poważna sprawa. Nim jednak obaj trafimy do Harrisona, mam do ciebie ‚ osobisty interes.Mów! Jestem niezmiernie ciekawy. Powiem, ale to czysto męskie problemy. Musimy pozostać sami…Dawis skinął głową na żonę i służącą. Obie wyszły z pokoju, j Gunter usiadł wygodnie przy stole i zabębnił palcami o drewnia- i ny blat. Uważnie wpatrywał się w lisie oczy swego kuzyna Dawisa. Milczał.

BEZCELOWA POGOŃ

Posted by | Filed under Tecumseh | Lis 15, 2014 | No Comments

Ile sił w nogach, pochylony do ziemi, Johann Gunter biegł iw stronę lasu. Od pierwszych drzew dzieliła go już niewielka przestrzeń. Ryszard znów złożył się do strzału: Ale tramp padł w tym momencie na ziemię, jak gdyby wiedziony przeczuciem, i Kos czekał cierpliwie, aż Gunter się podniesie. Chytry włóczęga postanowił jednak odcinek łąki przebyć po indiańsku  czołga­jąc się. Ryszard po chwili zrozumiał taktykę przeciwnika. Wście­kły opuścił strzelbę. Dalsza pogoń’ za trampem była bezcelowa. Trzeba by przepłynąć rzekę i przejść łąkę. W tym czasie Gunter będzie daleko. Można go jedynie ścigać idąc jego tropem. A może Johann nie zdoła przejść indiańskiego pierścienia’ otaczającego płonącą osadę?

aspiracja cel czas czucie dobro dyscyplina dziecko dziewczynka egzystencja godny informatyk kierunek korzyść krawat kwestia kwiat lekkomyślność młodzież nagroda nauczanie nauczyciel osoba pewność podstawa pożytek praca problem procent propozycja przedszkole przyszłość rozum różnica skutek sprawa strach sweterek uniwersytet uznanie więzienie wyraz wzgląd zadanie zainteresowanie zdarzenie